Brak 307 głosów blokuje reset Trybunału Konstytucyjnego? Ćwiąkalski nie pozostawia złudzeń
Brak 307 głosów blokuje inicjatywę PSL i Konfederacji
Pomysł tak zwanego resetu konstytucyjnego opiera się na wyzerowaniu dotychczasowej obsady Trybunału Konstytucyjnego i zbudowaniu organu od nowa. Wicepremier oraz szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz argumentuje, że w obecnym stanie państwo nie posiada bezpiecznika do rozstrzygania sporów między władzami ani do ochrony praw obywatelskich. Wsparcie dla tej inicjatywy deklaruje również Konfederacja, której poseł Michał Wawer apeluje o usunięcie politycznych nominatów na drodze porozumienia największych ugrupowań.
Szanse na wdrożenie tego scenariusza ocenia jako zerowe były minister sprawiedliwości prof. Zbigniew Ćwiąkalski. Przeprowadzenie reformy wymaga bowiem uprzedniej zmiany Konstytucji, co przy pełnej frekwencji wymaga kwalifikowanej większości dwóch trzecich głosów, czyli poparcia co najmniej 307 posłów. Układ sił w obecnym parlamentaryzmie uniemożliwia osiągnięcie takiego progu.
Brak konstytucyjnego statusu i sporne nominacje sędziowskie
Zdaniem prof. Ćwiąkalskiego organ ten przestał spełniać swoją podstawową rolę ustrojową. Wynika to zarówno ze sposobu wyboru części sędziów, jak i z faktu niedopuszczenia do orzekania czterech prawidłowo wybranych przedstawicieli. W ocenie byłego szefa resortu sprawiedliwości brak powszechnie akceptowalnego rozwiązania doprowadzi do dalszych przepychanek z prezydentem, a ewentualne zmiany w składzie mogą nastąpić jedynie w sposób naturalny, wraz z wygasaniem kadencji poszczególnych osób.
Sytuację dodatkowo komplikują kontrowersje wokół nowych kandydatur. Przykładem jest wybrany przez Sejm Maciej Berek, wobec którego politycy opozycji podnoszą wątpliwości dotyczące bliskich powiązań z obozem rządzącym oraz wymogów formalnych, w tym spełnienia kryterium odpowiedniego stażu w wykonywaniu zawodu radcy prawnego.

